piątek, 29 czerwca 2012








Wreszcie wakacje, mój długo oczekiwany urlop nadszedł, a wraz z nim nasz wyjazd. Czekałam na to od miesięcy. Wszystko było zaplanowane na ostatni guzik i wystarczyło tylko wsiąść do samochodu. Tak też zrobiłyśmy. Jechałyśmy z Beth nad jezioro z naszego dzieciństwa, nad którym spędzałyśmy wakacje do piętnastego roku życia. Potem wszystko się zwaliło, ale nie będę przynudzać tą historią. Droga minęła spokojnie, mnóstwo śpiewania i wygłupów.
- Jak tu się zmieniło! – Nic dziwnego siostro, przecież nie było nas tu parę lat. Patrzyła zafascynowana na wszystko, co znajdowało się za szybą samochodu. Zaparkowałam przy naszym domku i zebrałam rzeczy. Ona zdążyła już wyskoczyć z niego i pobiec na werandę skąd jak pamiętałam był przecudny widok na jezioro.
- Chodź tu kretynko i mi pomóż!
- Najpierw ty chodź tu i to zobacz! – Tak naprawdę to nie miałam już sił. Chciałam jedynie rozpakować się i posiedzieć przy kominku z piwem w ręku. Taaak… Tego mi brakowało do szczęścia. Wzięłam torby z bagażnika i weszłam do domu. Mojego zachwytu nie da się opisać. Nic się nie zmieniło, ciągle ten sam wystrój, który tak uwielbiałam.
- Amy! Chodź nad jezioro, pokąpiemy się. – Beth weszła do domu z uśmiechem na ustach i walnęła się na kanapę rozglądając się po całym pomieszczeniu.
- Może później, najpierw rozpakować się i włożyć piwo do lodówki.
Jej mina trochę zrzedła, ale i tak nie miała wyjścia, wiedziała, że dobrze mówię. 
Będąc w pokojach i układając ciuchy usłyszałyśmy jakieś hałasy na zewnątrz.
- Mamy sąsiadów.. – Widać było, że Beth niezbyt jest szczęśliwa z tej nowiny. Co poradzić, od razu było słychać, że są dość hałaśliwi jak na naszą dwójkę. Warto byłoby się przywitać, ale nie paliłyśmy się do tego. Wystarczyło tylko na nich spojrzeć. Banda kretynów, którzy nie wybawili się za czasów gimnazjum, a my chciałyśmy tylko odpocząć bez głośnych imprez nad jeziorem, w końcu to nasz urlop.
- A może teraz tak byśmy poszły popływać? – Powiedziała to poruszając zachęcająco brwiami. Próbowałam być nieugięta, ale tak się nie da z moją siostrą.
- Przebierz się i ruszamy.. – Nie udało mi się…
- Coś ty! Idę na hardcora! – Zaśmiała się i poleciała do łazienki, a ja obawiałam się, że jednak nie żartuje. Boże… Widzisz i nie grzmisz.. No, ale to już moja siostra, zboczenie zawodowe to już u niej norma. Wyciągnęłam z walizki mój strój i przebrałam się w moim pokoju.
- Gotowa, zboczeńcu?
- Zwarta i gotowa na przystojniaków, jeśli są tu w ogóle tacy!- Jej uśmiech mówił sam za siebie, że znalazła już swoją ofiarę, ale kiedy? Tego nie wiem. Beth ruszyła całkiem szybkim tempem, który dziwnie pasował do jej przyśpiewki.
- Hej ho! Hej ho! Poruchać by się szło.
-  Chyba nie mówisz poważnie. – Wytrzeszczyłam oczy spoglądając na tą wariatkę.
- No jasne, że nie. – Zaczęłam się obawiać o tego szczęściarza, który będzie miał w najbliższych dniach z nią do czynienia. Doszłyśmy w rytm przyśpiewki na plaże, która była dość spora jak na tak małe jezioro. Rzuciłyśmy rzeczy i pobiegłyśmy do wody. Oczywiście żadna z nas nie umiała pływać, więc wchodziłyśmy tylko do pasa. Woda była przyjemnie ciepła, więc postanowiłam zanurzyć się głębiej. Wchodziłam coraz dalej i znikałam, co jakiś czas pod wodą żeby po chwili wynurzyć się na zimne powietrze. W pewnym momencie przestałam nad tym panować. Prąd zabrał mnie o wiele dalej niż tego chciałam. Nie potrafiłam już utrzymać się na powierzchni, moje serce waliło jak szalone. Zaczęłam szukać rękami jakiegokolwiek ratunku, niestety na próżno. Machałam nogami jak szalona z myślą, że może się wynurzę. Bałam się otworzyć oczy, wiedziałam, że i tak zobaczę tylko to, czego się obawiałam. Części ciała zaczęły się poddawać i oddawały się we władzę zdradzieckiej wodzie, choć nie tego chciałam. Chciałam walczyć, żyć, ale i ta wola ode mnie odchodziła. Powoli, stopniowo tonęłam. Pozwoliłam otworzyć sobie jedno oko. Na około mnie unosiły się wodorosty, woda nie była tak czysta jak mogłoby się wydawać z brzegu. Pomyślałam jeszcze tylko o Beth i zabrakło mi już powietrza…


- Boże. Gdzie ona jest?! – Byłam przerażona. Przed chwilą była tu moja siostra, patrzyłam na nią, a teraz jej tu nie było. Szukałam wzrokiem jej czarnych włosów ta lustrze wody. Nic.
- Pomocy! Niech ktoś mi pomoże! – Zobaczyłam jej rękę, potem drugą, tonęła, a ja nie umiałam pływać, nie miałam jak jej pomóc. Krzyczałam. Byłam bardziej niż przerażona, poczułam, że jej obecność powoli znika z mojej głowy. Zaczęłam biegać w to i z powrotem, miałam nadzieję, że ktoś mnie słyszy. Poczułam na policzku gorące łzy. Nie tak miały wyglądać nasze wakacje. Jeszcze nigdy w życiu tak nie płakałam, nie krzyczałam, nie bałam się tak jak w tej chwili. Przewróciłam się o własne nogi i tylko zdążyłam zobaczyć blond włosy zanim zanurzył się w wodzie.
- Uratuj ją. – Szepnęłam i poczułam na swoim ciele silne ręce, które mnie podniosły.


Dotyk. Poczułam lekki dotyk skóry. Potem następny i ktoś zaczął ciągnąć mnie w górę, do powietrza. Chciałam coś powiedzieć, zapomniałam, że jestem w wodzie i otworzyłam usta. Zachłysnęłam się wodą i nie miałam jak się jej pozbyć. Czułam jak delikatnie bije moje serce, ucieszyłam się, że w ogóle jeszcze walczy o życie, które woda chce mi odebrać. Silne ramiona objęły mnie w pasie i ciągnęły z niesamowitą siłą.

- Słyszysz mnie? Ocknij się. – Ktoś delikatnie uderzył mnie dłonią w policzek. Nie umiałam wziąć oddechu samodzielnie. Poczułam miękkie usta na swoich i powietrze, które ta osoba mi daje. Zaczęłam kasłać. Woda, która do tej pory była w moich płucach nareszcie odpuściła i znowu się nią zachłysnęłam.
- Boże, w końcu z nami jesteś. – Na de mną klęczał jakiś nieziemski blondyn. Widać było u niego wielką ulgę, uratował mnie. Obok siedziała Beth w objęciach szatyna. Nie miałam pojęcia, kim była ta dwójka, ale byłam im niezmiernie wdzięczna. Zmieniłam pozycję na siedzącą i przytrzymałam się za głowę, strasznie bolała.
- Louis, zabierzmy je do domku. – Szatyn pomógł wstać mojej siostrze, a ja zostałam zaniesiona w ramionach mojego wybawiciela.
- Dziękuję. – Szepnęłam i po prostu zasnęłam.

Na drugi dzień usłyszałam rozmowy z kuchni. Wstała powoli, nakryłam się kołdrą i ruszyłam zobaczyć, z kim to rozmawia moja siostrunia. Przy stole siedzieli ci sami przystojniacy, którzy wczoraj uczestniczyli w akcji ratunkowej. Zarumieniłam się i szczelniej okryłam kołdrą, choć miałam na sobie ciuchy, oczywiście nie te same, co wczoraj dziwnym trafem.
- Jak się czujesz? – Spytał blondyn, kiedy tylko mnie zauważył. Dopiero dzisiaj zobaczyłam, że ma zabójczo niebieskie oczy.
- Bywało lepiej. – Odparłam i usiadłam przy stole.
- Chłopcy powiedzieli, że od dziś będą nas pilnować na każdym kroku do końca naszego pobytu i jeszcze dłużej. – Beth była tak uśmiechnięta, kiedy patrzyła na Louisa. Niall podszedł do mnie, objął ramieniem i szepnął.
- Ty będziesz pod moim okiem Amy.



Specjalnie napisany na pewien konkurs szybkim tempem ;D / Amy & Beth
Proszę o wsparcie ;D

https://www.facebook.com/MisiuPysiuZOneDirection?ref=tn_tnmn / Beth

sobota, 23 czerwca 2012


Żeby on tu teraz był. Nie widziałam go od miesięcy, a i tak tęskniłam za nim cholernie.
- Co za beznadziejne uczucie…
Siedziałam już którąś noc z kolei patrząc się na nasze wspólne zdjęcie, które powinnam już dawno wyrzucić, spalić, porwać na kawałki i zapomnieć. No właśnie, powinnam, ale nie mogłam tego zrobić. Za dużo tak wspaniałych wspomnień jest z nim związanych. Za dużo razem przeżyliśmy żeby teraz od tak zapomnieć o tym , co nas łączyło. Jakim uczuciem go darzyłam i nadal darzę. Telefon milczał od naszej ostatniej rozmowy, w której ustaliliśmy, kto bierzę kota. I tyle. Cisza…
Poczułam cieple łzy na moich policzkach. Znów płakałam. To idiotyczne uczucie.
„Żeby tylko wiedział jak bardzo go kocham…” szlochałam trzymając się za głowę, która bolała niemiłosiernie. Sięgnęłam po telefon w rezygnacji po tym wszystkim i wysłałam wiadomość Harremu, że nie mogę już tak dłużej, że nie mogę o nim zapomnieć.
Następnego dnia nawet tego nie pamiętałam. Może nie chciałam tego pamiętać, a może po prostu zapomniałam. Na to samo wychodzi. Krzątałam się po kuchni jak każdego ranka nie wiedząc, co zjeść. Właśnie robiłam sobie tosty gdy nagle rozległ się dzwonek do drzwi, więc ruszyłam w ich kierunku i otwierając je dostrzegłam przed nimi jego. „Nic się nie zmienił”. Moje oczy musiały wyglądać jak krążki od hokeja, tak to chyba dobre porównanie. Stał przed moimi drzwiami, wyczekiwany każdej nocy przeze mnie. Mój wyśniony książę, trochę może nieogarnięty, ale to się nie liczy. Z jego oczu można było wyczytać miliony uczuć, które w jednej sekundzie chciałyby pokazać całemu światu, co czują.
- Amy, tak strasznie cię przepraszam. Jestem idiotą, wiem to, ale…
…Ale reszty nie dałam mu dokończyć. Zamknęłam jego usta pocałunkiem, na który tak długo czekałam. To było obłędne. Tak bardzo tęskniłam za tym, a nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy.
- Nigdy więcej… - Szepnęłam w przerwie między kolejnymi pocałunkami i poczułam jak Harry się uśmiecha coraz bardziej mnie obejmując i przysuwając.
Na to czekałam tyle dni…  Nigdy więcej go nie stracę, nie mogę…


Wiem, że krótki, ale taki był zamiar no i byłam już śpiąca.   / Amy

niedziela, 17 czerwca 2012


Part 2 /Beth







Minęło parę dni, dosyć ciężkich, Chodziłam bez sensu po mieście nie mając się gdzie podziać. Po ostatnim koncercie chłopców, na którym powiedzmy, że byłam miałam tylko kontakt z Harry’m. Dzwonił, kiedy tylko miał wolną chwilę, ale i takie zdarzały się rzadko. W sumie to i tak każda rozmowa wyglądała bardzo podobnie, zmieniało się tylko miejsce ich tymczasowego pobytu. Nie widziałam, co z sobą zrobić, nigdy nie lubiłam, kiedy chłopcy wyjeżdżali. Zawsze w internecie musiały się wtedy pokazywać zdjęcia Louis’a z El, dlatego nie siedziałam w domu. Ciekawość mnie zżerała, ale nie chciałam ich widzieć. To było zbyt bolesne.
I dalej mijały dni. Odpuściłam już bezsensowne spacery po mieście. Po prostu siedziałam w domu. Czytałam książki, sprzątałam, gotowałam i znowu sprzątałam i tak cały czas. Czułam się taka samotna, kiedy nie było koło mnie tej cudownej piątki. Nagle zadzwonił telefon. Podbiegłam do szafki nocnej i jak najszybciej wcisnęłam zieloną słuchawkę.
- Harry! Czemu ostatnio nie dzwoniłeś?
- Przepraszam Beth. Nie miałem czasu, tylko koncerty i wywiady. Za dużo tego było.
- Tak się nudziłam… - Rzuciłam się na łóżko.
- No to się lepiej szykuj, bo jutro wracamy.
- Nie żartujesz? W końcu was spotkam? – Nie mogłam leżeć, musiałam biegać i skakać ze szczęścia.
- Na reszcie, ale mam złą wiadomość – Jego głos ucichł. Jeszcze nic konkretnie nie powiedział, a ja już domyślałam się, o co może chodzić. – Na miejscu musimy jeszcze udzielić paru wywiadów i chcemy odwiedzić rodziny. Rozumiesz, już od trzech miesięcy nie byliśmy domach.
- Jasne, wytrzymam jeszcze parę dni. Przecież w tym czasie nie będzie końca świata.
- Uwierz, my wszyscy też za tobą tęsknimy.
- Wiem to, a co oni teraz robią? – Po drugiej stronie było słychać szelest i ciche rozmowy.
- Cóż… Nialler właśnie je trzeci obiad.
- Co?! Dopiero trzynasta. – Usłyszałam śmiech blondyna i towarzyszące temu mlaśnięcie… - Nie dawaj mnie na głośnik zanim nie uprzedzisz!
- Dobrze, dobrze. – Nie powiem, ich chóralny rechot poprawiał humor jak nic innego. – Zayn i Liam cię pozdrawiają, ale wiesz…. Muszę kończyć, zadzwonię potem. – Rozłączył się, ale chwilę wcześniej usłyszałam kobiecy głos. Mogłam się tylko domyślać, kto to mógł być, ale tak naprawdę nie chciałam znać odpowiedzi. Kolejne dni minęły na czekaniu. Świadomość, że są tak blisko i nie możemy się na razie spotkać była okropna. Czekałam i czekałam, a dni mijały coraz wolniej. Nie mogłam już siedzieć w domu. Zaczęłam na nowo wychodzić, spacerowałam ulicami Londynu bez żadnego celu. Mijałam turystów przechodzących koło Big Bena, którzy jak poparzeni biegali wzdłuż chodnika. Zatrzymałam się w jednym parku, by za chwilę ruszyć dalej do drugiego, a Harry nie dzwonił. Chociaż, że miał teraz wolne nie pomyślał o mnie. Pewnie musiał odpocząć, miał swoje życie i miał pewnie dosyć moich problemów, nie dziwię się. Sama miałam ich dosyć, bo kto normalny liczy, że ma szanse u Louis’a?
To było tylko marzenie, ale lubiłam je. Mieć na własność ten tyłek za sto kawałków. Nie umiałam nie uśmiechnąć się na tą myśl. Każda fanka o tym śni, a ja mogłabym to spełnić, gdyby nie miał dziewczyny.
Był całkiem ładny dzień, Nawet słońce od czasu do czasu pokazywało się zza chmur. Wszędzie było pełno dzieci, biegały grupkami, krzyczały. Były takie szczęśliwe, aż miło było na nie popatrzeć. Zastanawiałam się, czy Malik widział się ostatnio z Baby Lux. To było takie kochane dziecko, a razem wyglądali jak urwani z bajki Disneya, żal jest patrzeć na minę Zayn’a kiedy się z nią żegna przed kolejnym wyjazdem bez niej.
Tak się zamyśliłam, że nie zauważyłam, kiedy doszłam do głównego placu z fontanną, na którym chłopcy nagrywali teledysk do „One Thing”. Usiadłam na najbliższej ławce, podkuliłam nogi i oparłam głowę o kolana. Obserwowałam wszystko do koła. Starsza pani karmiła gołębie, które zlatywały się do niej coraz większymi grupami. Przeszkadzało to trochę przechodniom, ale nikt nie narzekał. Piłka, którą bawił się mały chłopiec poturlała się pod moją ławkę. Wstałam szybko i zanim po nią sięgnęłam zauważyłam właśnie ich. Szli powoli trzymając się za ręce jak przystało na zakochaną parę. Poczułam ukłucie w sercu. Podałam piłkę maluchowi i ustałam nie mogąc się ruszyć choćby o krok. Myślałam, że to sen, ale wszystko było tak realistyczne.
Ustali naprzeciw siebie, wymienili parę słów. Louis uśmiechnął się jak jeszcze nigdy. Zabolało. Ile bym dała, żeby uśmiechał się tak do mnie, ile bym dała, żeby objął mnie właśnie tak jak ją w tej chwili, żeby… Odwróciłam wzrok. Nie chciałam na to patrzeć. Gorące łzy spłynęły po policzkach. Odwróciłam się na pięcie, bardzo powoli, by nie stracić równowagi. Pozwoliłam włosom opaść na twarz i rzuciłam się biegiem przed siebie, jak najdalej z stąd, jak najdalej od tej pary, ale coś mi przeszkodziło. Znalazłam się w obcych ramionach, które wcale nie chciały mnie puścić.
- Musimy porozmawiać.
- Liam?


Przepraszam, ostatnimi czasy nie miałam trochę weny z powodu problemów sercowych, ale za wszelką cenę chciałam napisać kolejną część. Teraz jest już o wiele lepiej i obiecuję przyłożyć się do trzeciej części // Beth ♥

środa, 13 czerwca 2012



Siedziałam wpatrzona w zgaszony telewizor trzymając w dłoniach już pustą szklankę po kawie. Dochodziła dwudziesta czwarta, a ich nadal nie było słychać. Pojechali tylko na wywiad, a nie było ich od jakiś pięciu godzin. Zawsze tak jest.
- Tik, tak. Tik, tak. – Z nudów zaczęłam przedrzeźniać zegar, przynajmniej tak mi się wydawało. Usłyszałam jak otwierają się drzwi i w domu dało się słyszeć ich śmiechy.
- A pamiętacie tego kolesia przy barze?  - Kolejny wybuch śmiechu, tym razem dochodzący od strony schodów. Modliłam się, aby mnie nie zauważyli. Spostrzegłam Liam’a idącego na samym końcu i spróbowałam zwrócić jego uwagę na siebie. Było ciężko, tylko on był trzeźwy i próbował jakoś uspokoić tą bandę pijaków zaganiając ich do łóżek.
- No dalej chłopaki, bo obudzicie Amy.
- Dobrze Daddy! – Krzyknęła chórem pozostała czwórka. Liam zaczął wymachiwać rękoma, aby zatkać im buźki, ale i to nic nie dało. Znów się spili.
- Liam… Pssssyyt… - Nic, kolejna próba. – Psssyyt…
Obejrzał się i ujrzał mnie wbitą w fotel jak najgłębiej jak tylko się dało. Oglądając się czy żaden nie ma zamiaru już zejść na dół podszedł do mnie i usiadł obok.
- Czemu jeszcze nie śpisz mała?
- A jak myślisz? Zawsze na was czekam, choć i tak się potem nie pokazuje… - Chłopak westchnął kręcąc głową. – No dobra, opowiadaj jak było.
- A co mam opowiadać. Wywiad jak każdy inny, potem chłopakom zachciało się pobawić trochę i pojechaliśmy. Znów najbardziej się spił…
Traciłam wszelkie nadzieję, że kiedykolwiek mój wyśniony będzie taki sam jak dawniej. Nie potrafiłam zrozumieć jak on mógł popaść w taki stan. To już nie był mój Niall, jakiego znałam. Oparłam głowę o kolana i zamknęłam oczy. Nie chciałam, aby Liam widział moje łzy zbierające się w kącikach oczu.
- Będzie dobrze mała, obiecałem ci to kiedyś, pamiętasz?
Oczywiście, że pamiętałam. Przy naszym pierwszym spotkaniu, kiedy mieliśmy może z szesnaście lat w pierwszy dzień liceum. W tedy nie wiedzieliśmy, jaka przyszłość nas czeka. Potem dopiero dowiedzieliśmy się, że jesteśmy rodziną, nawet dosyć bliską, ale to chyba nie dlatego Liam mnie przygarnął. Zawsze się dogadywaliśmy, ale mniejsza o to. Nie potrafiłam mu odpowiedzieć na to pytanie, miałam zbyt ściśnięte gardło.
- Chodźmy spać.. – Wydukałam najlepiej jak mogłam, ale i tak mi to nie wyszło. On jedynie objął mnie ramieniem, wiedział, że najlepiej jest w takich momentach milczeć i zaprowadził mnie do pokoju.
Nawet krótka drzemka, na jaką pozwolił mi mój mózg nic mi nie dała. Wstałam tak samo zmęczona jak się położyłam. Nie miałam ochoty ruszać się z mojego łóżka, ale musiałam. Zawsze w soboty to ja robiłam śniadanie dla nas wszystkich. Wstałam z ociąganiem i zarzuciłam na siebie szlafrok z żabki. Poszłam do łazienki, ale nie będę opisywać, co tam robiłam, bo chyba każdy wie dokładnie. Pomaszerowałam na dół, nie chciało mi się ubierać, w końcu to sobota. Zaraz po mnie do kuchni wszedł Niall.
- Dzień dobry Słońce, masz może coś słodkiego?
- Aż tak imprezowaliście wczoraj? – Skrzywiłam się po moich słowach. Nie miało to aż tak oskarżycielsko brzmieć. Blondyn popatrzył na mnie i trochę się zmieszał.
- Obudziliśmy cię?
- Na wasze szczęście jeszcze nie spałam, ale mogliście napisać, że jedziecie do klubu.
Chłopak zaczął mierzwić swoje włosy i pocierać swój kark, wyglądał bardzo słodko tak, ale przecież to już nie ten sam chłopak, którego poznałam.
- Naprawdę przepraszam, to był mój pomysł.. Pewnie nie zrobisz mi teraz śniadania. – Popatrzył się z miną rozrabiaki. Wiedział, że od zawsze miałam słabość do ich min tego typu.
- Zlituje się nad tobą. – Nie wytrzymałam zbyt długo jego spojrzenia, za bardzo to bolało. Zajrzałam do szuflady i wyciągnęłam z niej tabliczkę czekolady mlecznej. W tej chwili do pomieszczenia weszła reszta grupy, których prawdopodobnie ściągnął Liam, tylko on był rozbudzony ze wszystkich przybyłych.
- Hej mała. – Podszedł do mnie i dał mi buziaka w policzek, zawsze tak samo już od pięciu lat.
- Hej duży. – Uśmiechnęłam się do niego łobuzersko. – Siadajcie, już robię śniadanie.
Oczywiście, jak co sobotę robiłam jajecznicę z serem żółtym, do tego sok pomarańczowy i wreszcie usiadłam do stołu. Nie mogę powiedzieć, że było bardzo rozmownie. Jedynie Liam opowiedział niektóre fragmenty z wczorajszego wieczoru chłopakom, co chwila zerkając na mnie jak historia doszła do dwóch zgrabnych blondynek. Niewzruszona tym wszystkim jadłam dalej moją jajecznicę nie spoglądając na żadnego.
- Te dziewczyny to pamiętam, niezłe były.
- Ja pamiętam jedynie jedną farbowaną rudą.
Nie mogłam już dalej słuchać tej wymiany zdań między Niall’em, a Harry’m. Szybko, więc dokończyłam resztki śniadania i dziękując wstałam od stołu.
- Pochowajcie talerze do zmywarki jak już skończycie, ja muszę wyjść zaraz.
Oczy Liam’a mnie przenikały. Wstał za mną pytając się czy wszystko gra.
- Jak najbardziej. – Sztuczny uśmiech, którego coraz częściej musiałam używać.- Nie martw się o mnie.
Tylko zniknęłam za zakrętem, a już ruszyłam biegiem do mojego pokoju. Miałam ochotę ryczeć z tego wszystkiego, ale kto słyszał żeby Amy płakała. Ja zawsze byłam twarda przy wszystkich. Ubrałam na siebie krótkie spodenki i jedną z luźnych bluzek, jakie znajdowały się w mojej szafie, umalowałam oczy i ruszyłam na dół w stronę wyjścia. Niedany był mi spokój.
- Co się stało kruszynko.. wiesz, że mi możesz powiedzieć.
- Właśnie nie Niall, tobie akurat nie mogę.
Wyminęłam go i wyszłam na dwór w skarpetkach trzymając w dłoni moje buty. Zaraz je założę, tylko znajdę jakieś miejsce, aby usiąść. Myślałam o tym, co powiedziałam. Czy aby na pewno dobrze zrobiłam? Już sama nie wiem, zaczynam się gubić w tym wszystkim. Raz chcę mu wszystko wykrzyczeć w twarz, a po chwili już nie mam odwagi, o czym myślę po nocach.
- To już koniec… Nie zdołam go odzyskać.- Wyrzuciłam to z siebie i ruszyłam na przód z nowym planem na życie.
Końcówka strasznie mi się nie podoba no, ale cóż. / Amy

poniedziałek, 11 czerwca 2012






Biegłam najszybciej jak mogłam byle by zdążyć i nie zawieść chłopaków. Zastanawiałam się, czemu za kulisami musi być zawsze tyle różnych korytarzy, jeszcze trochę i nie będę już kompletnie wiedziała gdzie jestem. Kierowałam się w stronę muzyki, tam na pewno są też chłopcy. Można powiedzieć, że biegłam jak oparzona, nie wiedziałam skąd tyle we nie energii. Usłyszałam głosy, na końcu korytarza stało dwóch ochroniarzy.

- Przepraszam, którędy na scenę? – Zdążyli pokazać mi kierunek i poleciałam dalej. Musiała zdążyć, musiałam, nie przewidywałam inne opcji.
Nagle zza rogu wystrzelił Harry, chyba ucieszył się na mój widok, ale za chwilę mina mu zrzedła. Spuścił wzrok oddychając coraz wolniej po biegu.
- No nie, nie mów, że tu jest.
- Niestety. Szukałem cię, chciałem cię uprzedzić, żebyś… - Urwał w pół zdania.
- Żebym nie rozryczała się przy nich jak małe dziecko? – Głos mi się łamał, ledwo stałam o własnych siłach na nogach. Oparłam się, więc o ścianę i powoli się po niej zsunęłam do samej podłogi. – Czemu zawsze ja? Czemu chociaż raz jej nie może wyjść coś źle?! Czy z tym cholernym fartem trzeba się urodzić, mam tego naprawdę dosyć! Słyszysz?! Nie chcę tak żyć, nie chcę być na uboczu! – Hazza usiadł koło mnie i delikatnie objął mnie ramieniem i przyciągnął mnie do siebie.
- Ciii. Cicho mała. Wszystko będzie dobrze, musisz dać sobie kolejną szansę i znowu spróbować.
- Jakie spróbować Harry? Próbowałam już setki razy, widziałeś tego skutki i widzisz je właśnie w tej chwili. Jakbym słyszała swoje serce, które łamię się na kawałki. I tak każdego dnia na nowo, a gdy jest już, choć promyk nadziei, taki malutki pojawia się na nowo ona. Ja jestem dla niego niczym. – Płakałam. Gorące łzy spływały szybko jedna po drugiej. Nic nie mogłam na nie poradzić tak samo jak nie mogłam nic poradzić na to, że cóż…, że się zakochałam i to jak jeszcze nigdy w życiu. Hazza o tym wiedział, trzymał moją stronę, ale co z tego?
- Harry? Harry, zaraz wchodzimy, gdzie jesteś?
- To on. – Próbowałam wytrzeć policzki, ale to nic nie dawało, dalej były mokre. Mój towarzysz złapał za rękaw swojej koszuli i przejął inicjatywę.
- A! Tu jesteś. – Ucieszył się Louis i za chwilę spojrzał na mnie. – No proszę, czyżby moja ptaszyna płakała? – Zdziwił się lekko.
- Wydaje ci się. – Podniosłam się szybko z podłogi dyskretnie wycierając rozmazany tusz.
- Jesteś pewna? Bo ja tu widzę czerwoną buźkę od łez.
- To moja wina. Zderzyliśmy się tu na rogu i Beth na swoje nieszczęście poleciała na ścianę uderzając w nią głową. Musiała chwilę odczekać, zakręciło jej się w głowie.
- Och.. Harry! Mógłbyś trochę uważać tak na wszelki wypadek. –Spojrzał z wyrzutem na Harry’ego, po czym objął mnie w ramionach, byłam sporo niższa od niego, więc tak mu było najwygodniej. Cała zesztywniałam i spojrzałam błagalnie w stronę Styles’a.
- Przeprosiłem! Chodźmy już, bo spóźnimy się na koncert.
- Wy idźcie, a ja dojdę jak tylko minie ból głowy.
- Wszystko gra? Mogę z tobą zostać.
- Idź. Masz ważniejsze sprawy do wykonania właśnie w tej chwili. – Popchnęłam go lekko, więc ruszył nie pewnie i zaraz oboje z Harrym zniknęli. Nie chciałam widzieć El, więc wróciłam spokojnie do domu, nie brałam żadnej taksówki. Po prostu szłam, kiedy oni śpiewali.
Rano na telefonie miałam około dwudziestu wiadomości od Harry’ego, jedną od Louis’a i jedną od Liam’a .
- Czego on może chcieć? – Pomyślałam. Otworzyłam wiadomość i przeczytałam „Mała, trzymam twoją stronę i zrobię wszystko byś już nigdy przez nich nie płakała”.


CDN
Beth

poniedziałek, 4 czerwca 2012


Idąc szybkim tempem przez centrum Londynu nie marzyłam o niczym innym jak o kupieniu pięciu albo jeszcze lepiej, dziesięciu tabliczek czekolady. Potrzebowałam ukoić nerwy, a wszyscy wiedzą, że te słodkie wyroby pomagają we wszystkim. Niestety musiałam iść do mojej ulubionej cukierni, ponieważ autobus, który podjeżdża w jej okolice uciekł mi dosłownie z przed nosa. Do tego w szkole na wszystkich lekcjach musiałam być ofiarą hejtowania przez rówieśników. Nie łatwo jest być fanką i nie ukrywać tego. Mimo tego starałam się wieść normalne życie. 
Przed cukiernią stał spory tłumek dzikich fanek, które próbowały zwrócić na siebie uwagę kogoś w środku. 
- Świetnie. - Burknęłam pod nosem. Musiałam poczekać, aż szalone dziewczynki sobie pójdą, a zakład znowu zostanie otwarty. Usiadłam na pobliskiej ławce spoglądając na po raz enty zachmurzone niebo. Ostatnio słyszałam, że ma na parę dni się rozpogodzić, ale ludzie tylko mogą gadać.
Nagle tamte dzikuski zaczęła piszczeć. Podbiegły do samych drzwi i okrążyły czarny samochód, który właśnie pod nie podjechał. Zrobiło się niezłe zamieszanie. Ochroniarze wkroczyli do akcji i nagle z cukierni wyszła piątka chłopaków. Mieli na głowach czapki i kaptury. Strasznie sie garbili, nie chcieliby ktokolwiek zrobił im zdjęcie. Od razu pojęłam, kto to, ale nie zrobiło to na mnie dużego wrażenia. Nie byłam psychofanką, by za nimi latać w to i z powrotem. Po prostu lubiłam ich nie za wygląd, czy sławę, a za talent i styl bycia. Zawsze miałam świadomość, że oni kiedyś byli normalnymi chłopcami z wielkimi marzeniami, które udało im się spełnić.   Siedziałam tak dalej i wpatrywałam się w odjeżdżający tourbus. Spokojnie siedziałam, bo przecież chłopaków mogę spotkać tu, na co dzień. 
Po jakimś czasie cukiernia została otwarta. Zebrałam zeszyty z ławki, schowałam je w torbę i ruszyłam. 
Dzyń. Dzwonek nad drzwiami wydawał mi się taki słodki, bo kojarzył mi się z dzieciństwem i wspomnieniami. Podeszłam powoli do lady i spoglądając na górę tabliczek obok sięgnęłam po moją ulubioną. W tym samym czasie ktoś zrobił dokładnie to samo i nasze ręce sie zetknęły. 
- Oj. Przepraszam, proszę o to twoja tabliczka. - Usłyszałam. Podniosłam głowę zdziwiona, kto w tych czasach jest jeszcze miły. Moje oczy ujrzały najmilszego człowieka na kuli ziemskiej. Same jego spojrzenie mówiło do mnie "wybacz mi, nie chciałem cię dotknąć, czy nic cię, aby nie boli?". Zanim pozbierałam swoje, myśli powiedział. – Mój przyjaciel bardzo lubi tą czekoladę, ale proszę weź ją, jak tylko usłyszy dla jak ładnej dziewczyny ją oddałem na pewno mi wybaczy.
- Nie, nie. Niall bez niej nie przeżyje, ty ją weź.
Liam uśmiechnął się szeroko, a mi nie powiem, zmiękły kolana.
- Czy mogę o coś spytać?
- O co chodzi?
- Jakim cudem stoisz tu prze de mną skoro widziałam jak odjeżdżacie? – Zaśmiał się delikatnie, a jego oczy jakby same do mnie błysnęły.
- To nie byliśmy my.
- Ale…
- A co ty na to, żebym kupił jeszcze jedną, niestety inną, bo widzę, że tej już nie ma czekoladę i zjadł ją razem z pewną piękną dziewczyną o imieniu…?
- Beth, mów mi Beth. – Odwzajemniłam jego wcześniejszy uśmiech, w końcu nie codziennie słyszy się komplementy od Daddy’iego.
- Wybacz tylko, że nie przedstawię cie reszcie, bo rzucą się na ciebie jak wygłodniałe hieny.

Mam nadzieję, ze podoba się pierwszy imagin, ;) / Beth ♥