niedziela, 17 czerwca 2012


Part 2 /Beth







Minęło parę dni, dosyć ciężkich, Chodziłam bez sensu po mieście nie mając się gdzie podziać. Po ostatnim koncercie chłopców, na którym powiedzmy, że byłam miałam tylko kontakt z Harry’m. Dzwonił, kiedy tylko miał wolną chwilę, ale i takie zdarzały się rzadko. W sumie to i tak każda rozmowa wyglądała bardzo podobnie, zmieniało się tylko miejsce ich tymczasowego pobytu. Nie widziałam, co z sobą zrobić, nigdy nie lubiłam, kiedy chłopcy wyjeżdżali. Zawsze w internecie musiały się wtedy pokazywać zdjęcia Louis’a z El, dlatego nie siedziałam w domu. Ciekawość mnie zżerała, ale nie chciałam ich widzieć. To było zbyt bolesne.
I dalej mijały dni. Odpuściłam już bezsensowne spacery po mieście. Po prostu siedziałam w domu. Czytałam książki, sprzątałam, gotowałam i znowu sprzątałam i tak cały czas. Czułam się taka samotna, kiedy nie było koło mnie tej cudownej piątki. Nagle zadzwonił telefon. Podbiegłam do szafki nocnej i jak najszybciej wcisnęłam zieloną słuchawkę.
- Harry! Czemu ostatnio nie dzwoniłeś?
- Przepraszam Beth. Nie miałem czasu, tylko koncerty i wywiady. Za dużo tego było.
- Tak się nudziłam… - Rzuciłam się na łóżko.
- No to się lepiej szykuj, bo jutro wracamy.
- Nie żartujesz? W końcu was spotkam? – Nie mogłam leżeć, musiałam biegać i skakać ze szczęścia.
- Na reszcie, ale mam złą wiadomość – Jego głos ucichł. Jeszcze nic konkretnie nie powiedział, a ja już domyślałam się, o co może chodzić. – Na miejscu musimy jeszcze udzielić paru wywiadów i chcemy odwiedzić rodziny. Rozumiesz, już od trzech miesięcy nie byliśmy domach.
- Jasne, wytrzymam jeszcze parę dni. Przecież w tym czasie nie będzie końca świata.
- Uwierz, my wszyscy też za tobą tęsknimy.
- Wiem to, a co oni teraz robią? – Po drugiej stronie było słychać szelest i ciche rozmowy.
- Cóż… Nialler właśnie je trzeci obiad.
- Co?! Dopiero trzynasta. – Usłyszałam śmiech blondyna i towarzyszące temu mlaśnięcie… - Nie dawaj mnie na głośnik zanim nie uprzedzisz!
- Dobrze, dobrze. – Nie powiem, ich chóralny rechot poprawiał humor jak nic innego. – Zayn i Liam cię pozdrawiają, ale wiesz…. Muszę kończyć, zadzwonię potem. – Rozłączył się, ale chwilę wcześniej usłyszałam kobiecy głos. Mogłam się tylko domyślać, kto to mógł być, ale tak naprawdę nie chciałam znać odpowiedzi. Kolejne dni minęły na czekaniu. Świadomość, że są tak blisko i nie możemy się na razie spotkać była okropna. Czekałam i czekałam, a dni mijały coraz wolniej. Nie mogłam już siedzieć w domu. Zaczęłam na nowo wychodzić, spacerowałam ulicami Londynu bez żadnego celu. Mijałam turystów przechodzących koło Big Bena, którzy jak poparzeni biegali wzdłuż chodnika. Zatrzymałam się w jednym parku, by za chwilę ruszyć dalej do drugiego, a Harry nie dzwonił. Chociaż, że miał teraz wolne nie pomyślał o mnie. Pewnie musiał odpocząć, miał swoje życie i miał pewnie dosyć moich problemów, nie dziwię się. Sama miałam ich dosyć, bo kto normalny liczy, że ma szanse u Louis’a?
To było tylko marzenie, ale lubiłam je. Mieć na własność ten tyłek za sto kawałków. Nie umiałam nie uśmiechnąć się na tą myśl. Każda fanka o tym śni, a ja mogłabym to spełnić, gdyby nie miał dziewczyny.
Był całkiem ładny dzień, Nawet słońce od czasu do czasu pokazywało się zza chmur. Wszędzie było pełno dzieci, biegały grupkami, krzyczały. Były takie szczęśliwe, aż miło było na nie popatrzeć. Zastanawiałam się, czy Malik widział się ostatnio z Baby Lux. To było takie kochane dziecko, a razem wyglądali jak urwani z bajki Disneya, żal jest patrzeć na minę Zayn’a kiedy się z nią żegna przed kolejnym wyjazdem bez niej.
Tak się zamyśliłam, że nie zauważyłam, kiedy doszłam do głównego placu z fontanną, na którym chłopcy nagrywali teledysk do „One Thing”. Usiadłam na najbliższej ławce, podkuliłam nogi i oparłam głowę o kolana. Obserwowałam wszystko do koła. Starsza pani karmiła gołębie, które zlatywały się do niej coraz większymi grupami. Przeszkadzało to trochę przechodniom, ale nikt nie narzekał. Piłka, którą bawił się mały chłopiec poturlała się pod moją ławkę. Wstałam szybko i zanim po nią sięgnęłam zauważyłam właśnie ich. Szli powoli trzymając się za ręce jak przystało na zakochaną parę. Poczułam ukłucie w sercu. Podałam piłkę maluchowi i ustałam nie mogąc się ruszyć choćby o krok. Myślałam, że to sen, ale wszystko było tak realistyczne.
Ustali naprzeciw siebie, wymienili parę słów. Louis uśmiechnął się jak jeszcze nigdy. Zabolało. Ile bym dała, żeby uśmiechał się tak do mnie, ile bym dała, żeby objął mnie właśnie tak jak ją w tej chwili, żeby… Odwróciłam wzrok. Nie chciałam na to patrzeć. Gorące łzy spłynęły po policzkach. Odwróciłam się na pięcie, bardzo powoli, by nie stracić równowagi. Pozwoliłam włosom opaść na twarz i rzuciłam się biegiem przed siebie, jak najdalej z stąd, jak najdalej od tej pary, ale coś mi przeszkodziło. Znalazłam się w obcych ramionach, które wcale nie chciały mnie puścić.
- Musimy porozmawiać.
- Liam?


Przepraszam, ostatnimi czasy nie miałam trochę weny z powodu problemów sercowych, ale za wszelką cenę chciałam napisać kolejną część. Teraz jest już o wiele lepiej i obiecuję przyłożyć się do trzeciej części // Beth ♥

1 komentarz:

  1. Szybcieeej! Już nie mogę dłużej czekać, choć wiem, że niedawno dodałaś imagina ;P Bisty i czekam na następne ;)

    OdpowiedzUsuń